10 lat Grasowania w planszówkach… minęło jak jeden dzień!
Tak, to nie jest żart, ani błąd w matriksie. Ani się obejrzałem, a w tym tygodniu minęła okrągła dekada od momentu publikacji pierwszego, historycznego wpisu na blogu. Tym inauguracyjnym materiałem był przegląd instrukcji „Azteków”, czyli jednego z dodatków do gry „Osadnicy: Narodziny Imperium”. Kiedy odpalałem stronę, planszówkowy rynek w Polsce wyglądał inaczej. Premiery nie sypały się jak z rękawa, konwenty miały nieco inny klimat, a zapachem świeżo wypchniętej z wyprasek tektury cieszyliśmy się w nieco mniejszym gronie niż dziś.
Od tamtego wieczoru w 2016 roku zmieniło się wiele. Zmieniła się branża, zmieniło się i samo Grasowanie, ale przede wszystkim – duże zmiany zaszły w moim życiu osobistym, na różnych jego szczeblach. Miałem początkowo nic o tym nie wspominać, bo ostatnio u mnie nieco ciszej w planszówkowym eterze, ale z okazji tej okrągłej rocznicy naszło mnie na nieco głębszą refleksję. W końcu 10 lat to szmat czasu. Także w grach bez prądu. Stąd ten lekko przydługi tekst, do przeczytania którego jednak Was zachęcam.
Ewolucja w sieci, czyli od .eu do .pl
Przez te wszystkie lata na stronie pojawiło się mnóstwo recenzji, relacji z imprez, zapowiedzi i rzutów okiem na instrukcje czy prototypy. Napisałem przez ten czas setki tysięcy znaków i przeczytałem wiele stron instrukcji. Nawet „wujek Google” zdążył się już ze mną zaprzyjaźnić i dowiedzieć się, czym jest Grasowanie – a to z perspektywy twórcy internetowego całkiem spory sukces. A to wszystko z pasji i zamiłowania do planszówek od najmłodszych lat. No a młody już nie jestem… i młodszy też już nie będę. Ale ja tu nie o tym…
Jednym z kluczowych momentów w historii strony było jej techniczne i wizerunkowe dojrzewanie. W tak zwanym międzyczasie przeszedłem z domeny grasowanie.eu na domenę „PL”, zmieniając przy okazji serwery. Uznaję to za kluczową zmianę, niepozostającą bez wpływu na działanie bloga. To był moment, w którym poczułem, że projekt wchodzi na inny poziom, przynajmniej pod względem technicznym.
Nowe logo ze szczyptą symboliki
Przy okazji jubileuszu wreszcie znalazłem czas (i odwagę!), by odświeżyć nie tylko layout strony, sprawiając, że stała się nieco bardziej przejrzysta i nowocześniejsza, ale także by zmienić logo. Projektując nowy znak rozpoznawczy bloga, bardzo chciałem, żeby nawiązywał do korzeni – do tego, od czego to wszystko się zaczęło, by szanował dotychczasową historię mojej strony internetowej, a przy okazji wniósł sporo potrzebnej świeżości.
No i najważniejsze – teraz po wejściu na bloga od razu wiecie, jakiego koloru meepla najbardziej lubię używać podczas rozgrywek. Tak, ten konkretny, drewniany ludzik pojawia się tu nie przez przypadek. To mój cichy hołd dla niezliczonych partii, podczas których to właśnie ten pionek wędrował po torach punktacji, zajmował strategiczne pola i przynosił (lub bezlitośnie odbierał) zwycięstwo współgraczom.
Czas na odrobinę szczerości i narzekania
Jubileusze mają to do siebie, że poza świętowaniem wymuszają też… zrobienie rachunku sumienia. I tu pojawia się mój największy ból. Najbardziej doskwiera mi fakt, że tych tekstów, recenzji i newsów nie było i nie ma wciąż tak wiele, jak to sobie wymarzyłem, kreśląc plany w momencie startu z blogiem. Zakładałem regularność szwajcarskiego zegarka, a wyszło… cóż, życiowo.
Nie zawsze były do tego odpowiednie okoliczności, czas i zasoby. Kiedy na co dzień żongluje się słowami, tworząc dziesiątki tekstów, haseł i opisów, z czasem przychodzi zmęczenie materiału. Niestety, po powrocie do domu nie zawsze była siła, ochota, wena i energia do analizowania kolejnych mechanik i przelewania tego na „papier”. Praca copywritera wbrew pozorom bywa wyczerpująca, a przecież blog właściwie miał być odskocznią, a nie kolejnym etatem.
Mimo to – jak doskonale widać na załączonym obrazku – blog nadal istnieje, serwery działają, a mi strasznie ciężko byłoby się z nim rozstać. W końcu to trochę takie moje wirtualne „dziecko”, o które trzeba dbać, pielęgnować je i robić wszystko, by mogło się rozwijać. Zawsze wracam tu z uśmiechem i mam gorącą nadzieję, że zdążę wraz z nim jeszcze trochę zamieszać w tym naszym urokliwym, choć trochę hermetycznym, planszówkowym kociołku.
Planszówkowa przygodo, trwaj!
Przyznajcie, że samo granie w planszówki to niepozorne zajęcie. Z jednej strony dla wielu osób z zewnątrz wciąż wydaje się być czymś zarezerwowanym wyłącznie dla dzieci. Często spotykam się ze zdziwionym spojrzeniem, gdy mówię, że gram w planszówki.
Z drugiej strony, jak popatrzymy na niektóre ogromniaste, ważące po kilka kilogramów pudła, potężną, ociekającą plastikiem i tekturą zawartość oraz skomplikowanie zasad, to niejednemu dorosłemu włos zjeżyłby się na głowie już od samego patrzenia na okładkę instrukcji. A co dopiero mówić o próbie jej przeczytania, zrozumienia i wyjaśnienia tych wszystkich mikrozasad, wyjątków od wyjątków i przebiegów rund zupełnie nowym graczom! Szczerze? Sam coraz mniej lubię to robić i z ulgą przyjmuję sytuację, gdy to ktoś inny przejmuje ten obowiązek.
Kiedy jednak już przebrniemy przez ten etap, zaczyna się prawdziwa magia. Nieważne, czy to szybkie starcia w Star Realms, radosny hałas czy ucieczka przed smokiem w Brzdęku! – to wszystko buduje niesamowite emocje. Nawet partyjka w Uno w odpowiednim towarzystwie może być świetną zabawą.
Przekazywanie pałeczki, czyli nowe pokolenie graczy
Ta dziesięcioletnia podróż to także zmiany przy samym stole w moim domu. Zmieniła się dynamika grania. Nadal gramy, choć ostatnio mniej, ale świetnie się przy tym bawimy. To jednak nie wszystko. Na horyzoncie pojawiło się nowe wyzwanie i jednocześnie moja największa radość – nasz nowy planszówkowicz, który cały czas rośnie i z upływem czasu wykazuje zainteresesowanie coraz to trudniejszymi planszówkami i karciankami.
Oglądanie, jak dziecko łapie bakcyla, jak uczy się zasad, a z czasem strategicznego myślenia, to dla każdego gracza-rodzica niesamowite przeżycie. Muszę przyznać, że rośnie mi w domu godny przeciwnik i już teraz widzę, że za kilka lat będziemy sięgać po naprawdę skomplikowane tytuły. Póki co czuję, że zmierzam pod tym względem w fenomenalnym kierunku!
Ludzie, społeczność i konwenty
Nieodłączną częścią tego hobby, równie ważną co same gry, są rozmaite konwenty. To tam bije prawdziwe serce branży. Można poznać nowości wydawnicze, pograć w prototypy i poczuć ten specyficzny, wyjątkowy klimat hali wypełnionej tysiącami ludzi podzielających twoją pasję.
Na Grasowaniu znajdziecie archiwalne i nowsze fotorelacje z różnych planszówkowych imprez, choć oczywiście nie ze wszystkich, na których udało mi się być, bo… ale dość, panie Łukaszu, sekcja z narzekaniem i tłumaczeniem się z braków już była!
To właśnie na tych wszelkiej maści konwentach, festiwalach i lokalnych spotkaniach poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Dzięki nim mogłem i wciąż mogę bawić się doskonale – nie tylko przy samej planszy. Ba! Znam nawet takie pary, które spotkały się przy planszówkach i… postanowiły zostać razem już na zawsze. Teraz budują wspólnie już nie tylko kolekcję gier bez prądu. Czyż to nie jest piękne? Zobaczcie sami, że granie w planszówki to absolutnie cudowne, integrujące hobby. No a ja co do tego zdania na pewno nie zmienię!
![]()
Czas na wielkie podziękowania!
Taki jubileusz nie miałby miejsca, gdyby nie Wy. Dlatego z tego miejsca pragnę gorąco podziękować wszystkim, którzy dotychczas przyłożyli swoją cegiełkę do tego, że Grasowanie nadal „żyje i oddycha”.
Dziękuję wszystkim wydawnictwom i partnerom, którzy zaufali mi i na przestrzeni tych trudnych, ale i fascynujących 10 lat zdecydowali się podesłać mi egzemplarze gier i prototypów do recenzji. Dziękuję niezastąpionym współgraczom, którzy cierpliwie znosili moje tłumaczenie instrukcji i pomagali mi w ogrywaniu rozmaitych tytułów, żeby te recenzje mogły w ogóle powstać i przy tym miały przysłowiowe „ręce i nogi”.
Dziękuję każdemu z Was, drodzy Czytelnicy – tym, którzy klikają w te moje blogowe „grafomańskie wybryki”, czytają teksty, komentują, lajkują publikacje gdzie się da i subskrybują rozmaite kanały Grasowania w mediach społecznościowych. To Wy jesteście paliwem tego projektu. A paliwo ostatnio drogie, więc doceniam tym bardziej!
Szczególne podziękowania ślę do tych, którzy od samego startu podrzucali mi rady pomocne w rozwoju strony, czy po prostu, najzwyczajniej w świecie, podnosili na duchu, pisząc dobre słowo i dodając siły do dalszego działania. A jak powszechnie wiadomo: jak będzie grane, to będzie i na blogu pisane…
Do przeczytania i do zobaczenia przy planszy! Najlepszego życzę sobie i Wam!
Łukasz z Grasowania