Wywiad z planszówką: Cała prawda o Star Realms: Akademia

Udostępnij
CZAS CZYTANIA: 8 min
Przeczytaj mi ten tekst

Zazwyczaj, kiedy czytacie recenzję gry planszowej, to autor tekstu ocenia mechaniki, jakość wykonania czy tzw. próg wejścia. Rozkłada instrukcję, a także komponenty i samą rozgrywkę na czynniki pierwsze. Wyrokuje, a przynajmniej próbuje wyrokować, czy dany tytuł zasługuje na miejsce na waszej półce (byle nie „półce wstydu”). Postanowiłem odwrócić role i oddać głos… planszówkom. W końcu kto (czy raczej co) opowie o swoich wadach, zaletach, a może też największych sekretach lepiej niż one same? 

Dzisiaj gości u mnie niemałe, choć niepozorne, a jednocześnie niezwykle kolorowe pudełko. To Star Realms: Akademia – młodsza, barwniejsza nieco siostra Star Realms, czyli absolutnego klasyka gier z mechaniką budowania talii (deck-buildingu). To właśnie ona postawiła sobie za punkt honoru wprowadzenie początkujących, młodszych graczy w świat wspomnianej mechaniki, a także w świat kosmicznych potyczek. I stara się robić to tak, aby nie wywoływać przy tym łez nowicjuszy, szczególnie tych, które mogą się pojawiać nad skomplikowaną instrukcją i zbyt złożoną rozgrywką. Zaparzcie herbatę, kawę albo przygotujcie sobie sok lub mleko w kartoniku i usiądźcie wygodnie. Sprawdźmy razem, co ma do powiedzenia gra, która uczy dzieciaki budowania talii, ale też pokazuje, jak z szerokim uśmiechem na ustach zniszczyć całą gwiezdną flotę przeciwnika.

Star Realms Akademia

Łukasz z Grasowania: Gdybyś miała opisać swój charakter w zaledwie trzech słowach, jakie by one były?

Star Realms: Akademia: Zdecydowanie przystępna, barwna i dynamiczna. Jestem niczym kosmiczna bitwa, ale w takim wydaniu, w którym nikt nie rzuca w siebie ciężkimi laserami i złożonymi kombosami, no może odrobinkę (śmiech – przyp. red.). Przy tym jednak nie wertuje godzinami instrukcji w poszukiwaniu wyjaśnienia rozmaitych mikrozasad. Mam w sobie ten sam pazur, co moja starsza i bardzo sławna siostra, ale mam wszystko pięknie ubrane w o wiele bardziej przyjazne i zdecydowanie subtelniejsze wdzianko. Takie, które spodoba się przede wszystkim młodszym graczom.

Niektórzy twierdzą, że zasady gier z mechaniką budowania talii są trudne do pojęcia. Jak byś się obroniła przed zarzutem, że masz „zbyt wysoki próg wejścia” nawet dla dzieci?

O rany, to chyba największe kłamstwo, jakie można by o mnie powiedzieć! Mój absolutny cel to zupełne przeciwieństwo „zbyt wysokiego progu”. Pozbyłam się tekstu z moich kart (poza nazwami baz i statków – przyp. red.) – wszystko załatwiam czytelnymi, dużymi ikonami. Zamiast standardowych pięciu kart na ręce, dociągasz u mnie tylko trzy, co upraszcza i skraca turę gracza, a jednocześnie zmniejsza paraliż decyzyjny. Nie musisz być matematycznym geniuszem, żeby we mnie zagrać. Jestem prawdopodobnie najlepszą nauczycielką budowania talii, jaką zaprosisz do stołu (tu chciałem wspomnieć o Dominionie, ale się powstrzymałem z grzeczności – przyp. red.). Co więcej, dla młodszych graczy mogę być także świetną nauczycielką matematyki – zwłaszcza dodawania i odejmowania w zakresie około 15, bo tyle punktów życia mają gracze na początku rozgrywki.

Star Realms Akademia

Jaki jest Twój największy sekret? Masz jakąś ukrytą strategię, której większość graczy nie zauważa podczas pierwszego spotkania z Tobą?

Większość nowych dowódców, którzy przy mnie siadają, myśli, że muszą od razu wydać wszystko… co mają w ręce i na stole, tu i teraz. A moim sekretem jest właśnie… chomikowanie monet! W przeciwieństwie do standardowej wersji, u mnie możesz zachować zdobyte monety na kolejne tury. Możesz ich uzbierać na swojej planszetce całkiem sporo (maksymalnie 8 – przyp. red.). Zwłaszcza młodsi adepci często na początku tego nie zauważają, a to właśnie ta cierpliwość pozwala kupić cenniejsze okręty na pięciokartowym rynku, nawet wtedy, kiedy na rękę wejdą akurat te słabsze karty.

Jak czujesz się w towarzystwie młodszych graczy? Masz do nich cierpliwość?

Zostałam wręcz stworzona z myślą o nich! Oficjalnie na moim pudełku widnieje wiek 7+, ale dzięki brakowi tekstu, z pomocą rodzica radzą sobie ze mną nawet bystrzejsze, młodsze dzieciaki (mogę tylko potwierdzić – przyp. red.). Moje ilustracje są znacznie przyjaźniejsze i przyjemniejsze dla oka niż w „normalnym” Star Realms, a liczba frakcji zmniejszyła się z czterech do trzech, żeby nie robić bałaganu w głowach początkujących adeptów deckbuildingu. Ale uwaga – to wcale nie znaczy, że dorośli będą się ze mną nudzić. Bazy nadal skutecznie chronią punkty życia, a łączenie kart w tym samym kolorze wciąż potrafi wykręcić na stole naprawdę potężne kombo!

Star Realms Akademia

Jesteś raczej planszówkową „przystawką przed daniem głównym”, czy wymagasz od graczy rezerwacji całego wieczoru i wolnego dużego stołu?

Zdecydowanie to pierwsze! Nasze kosmiczne potyczki zamykają się zazwyczaj w około 20-25 minutach. Mieszczę się nawet na niewielkim stole, a do tego przygotujesz mnie do rozgrywki błyskawicznie. Kładziesz moją małą, ale solidną planszę, tasujesz karty i wykładasz je na odpowiednich polach rynku, bierzesz swoje karty startowe i żetony życia (każdy zaczyna z pulą piętnastu – przyp. red.) i już właściwie możemy grać. Idealnie sprawdzam się po śniadaniu, obiedzie, przed kolacją, na przerwach, po lekcjach, albo kiedy macie chwilę, by udowodnić sobie, kto jest prawdziwym władcą galaktyki i mistrzem w budowaniu talii. A wszystko zanim wam herbata zdąży dobrze wystygnąć.

Star Realms Akademia

Kiedy gracze otwierają Twoje pudełko po raz pierwszy, co ich przyciągnie do Ciebie?

Och mój drogi! Zapach gwiezdnej przygody, ale takiej w stylu atrakcyjnej kreskówki! Nie znajdziecie u mnie mrocznego, ciężkiego sci-fi z brudnymi, zardzewiałymi statkami kosmicznymi. Kiedy podniesiecie wieko pudełka, przywita was eksplozja kolorów, zabawne statki kosmiczne na kartach i zupełnie nowa czcionka, a nawet lekko zmodyfikowana ikonografia w porównaniu z moją starszą siostrą. Ja mam być zaproszeniem do radosnej bitwy, takiej trochę kosmicznej potyczki na poduszki, choć akurat w tym wypadku z użyciem nie poduszek a… po prostu kart, świetnie zilustrowanych kart.

Star Realms Akademia

No dobra, wszyscy mamy jakieś wady. Jaka jest Twoja największa słabość, do której trudno ci się przyznać przed nowymi graczami?

Cóż, to prawda, nie ma ideałów. Moją największą słabością – a zarazem po prostu cechą mojego gatunku – jest spora losowość kart rynku. Czasami w rzędzie handlu karty ułożą się tak niefortunnie, że twój przeciwnik po prostu zgarnie najpotężniejszy statek, bo akurat pojawił się w jego turze, a do tego miał na niego fundusze. Ale spokojnie, innym razem tych statków wystarczy dla wszystkich. Druga sprawa to później dobranie zakupionego statku z budowanej w trakcie gry talii. Czasem to też nie lada sztuka! Nie da się u mnie zaplanować wszystkiego na dziesięć ruchów do przodu. Czasem trzeba po prostu zaakceptować, że galaktyka bywa niesprawiedliwa i szyć z tego, co akurat nam przyjdzie na rękę. Spytasz, jakie jest na to lekarstwo? Po prostu kupować takie karty, by prędzej czy później odpowiednio połączyły swoje siły w walce z przeciwnikiem. Lepiej jednak nie kupować za dużo i bezmyślnie, bo brak opcji usuwania kart z budowanej talii może spowodować jej lekkie zapchanie.

Z jakiego elementu swojego wnętrza – konkretnej zasady, mechaniki czy komponentu – jesteś najbardziej dumna?

O, zdecydowanie z moich osobistych planszetek graczy i żetonów! Moja starsza, dorosła siostra, czyli Star Realms, do liczenia punktów życia używa specjalnych kart, co bywa… delikatnie mówiąc, dość niewygodne i łatwo o pomyłkę. Ja daję wam do dyspozycji znaczniki życia, ataku i monet. Dzięki temu dzieciaki od razu widzą i do tego najzwyczajniej czują w palcach, ile mają punktów życia i też za ile mogą zrobić zakupy na moim galaktycznym ryneczku. To przy okazji pomaga im w nauce liczenia i zarządzania posiadanymi zasobami.

Star Realms Akademia

Czy lubisz prowokować kłótnie, sojusze i zdrady nad stołem, czy raczej wolisz cichą, zoptymalizowaną rywalizację?

Jestem grą o walce w przestrzeni kosmicznej. Nie ma więc ze mną mowy o cichym pasjansie i spokojnym budowaniu własnego poletka w kosmicznym zakątku. Jestem z założenia dwuosobową grą pojedynkową. Będziecie do siebie strzelać, niszczyć swoje statki, bazy i podbierać sobie karty z rynku, by wzmacniać swoją karcianą flotę. Ale uwaga! To wszystko jest podane w tak kolorowej, sympatycznej oprawie, że rozgrywka rzadko kończy się prawdziwym fochem. No chyba że ktoś nie umie przegrywać. No cóż! To wtedy jest duża szansa, że dzięki mnie tego właśnie się nauczy.


SÓWKA WSKAZÓWKA

 

SŁÓWKO OD SÓWKI WSKAZÓWKI:

 

Star Realms: Akademia i klasyczne Star Realms – porównanie i kluczowe zmiany: 

  • dobieramy cały czas do 3 kart na rękę zamiast do 5, jak w klasycznej wersji;
  • na starcie mamy 15 punktów życia zamiast 50;
  • brak tekstu na kartach (nie licząc nazw kart);
  • kartonowe znaczniki monet i możliwość ich magazynowania (maks. 8 na gracza);
  • kartonowe znaczniki życia zamiast kart z liczbami lub kartonowych liczników;
  • bazy przeciwnika nie muszą być niszczone za jednym podejściem („magazynują” obrażenia);
  • wszystkie bazy to strażnicy (nie ma baz z „szarymi” tarczami, które można pomijać);
  • mniejsza różnorodność baz i statków w talii rynku;
  • 3 frakcje zamiast 4 (nie ma frakcji „czerwonej”, czyli Kultu Maszyn z opcją „złomowania” kart).

Jak znosisz emocjonalnych, czasem niezdarnych graczy? Masz delikatne elementy, o które trzeba dbać, czy jesteś raczej twardą, pancerną sztuką?

Jako gra przeznaczona w dużej mierze dla młodszych graczy, musiałam wyhodować sobie nieco „grubszą skórę”. Moje żetony i planszetki są z solidnej, grubej tektury, która zniesie naprawdę wiele. Karty może nie są aż tak solidne, więc jeśli macie zamiar grać we mnie długo i często, a bardzo na to liczę, ubranie mnie w koszulki na pewno przedłuży moją młodość (rozmiar Standard CCG – przyp. red.). A wszyscy wiemy, że dziecięce ręce potrafią być pełne entuzjazmu i… wszelkich smakowitych przekąsek.

Star Realms Akademia

Jakie jedno, najważniejsze zdanie chciałabyś usłyszeć od graczy, gdy chcą zamykać Twoje pudełko na koniec rozgrywki?

Zdecydowanie: „To co, gramy jeszcze raz?”. Jestem tak krótka, że partia rewanżowa to u mnie właściwie standard. A jeśli usłyszę od młodszego gracza: „Mamo, tato, a kiedy zagramy w to dorosłe Star Realms, które masz tam na półce?”, to wtedy wiem, że moja „kosmiczno-deckbuildingowa” misja szkoleniowa w Akademii zakończyła się absolutnym sukcesem. Wyszkoliłam i wypuściłam w naszą galaktykę kolejnego świetnego planszówkowicza!


Chcesz dowiedzieć się więcej o podobnych, ale bardziej zaawansowanych grach? Zobacz również:

Star Realms: Colony Wars – karciana wojna kolonii (recenzja)
Hero Realms, czyli Czempioni w świecie Gwiazd (recenzja)
Hero Realms – bohaterowie i bossowie (recenzja)


Podsumowanie wywiadu z grą Star Realms: Akademia

Jak sami widzicie, Star Realms: Akademia to prawdziwa panna z charakterem, ale o wyjątkowo złotym sercu, szczególnie dla tych najmłodszych planszówkowiczów. Po tej krótkiej rozmowie trudno nie przyznać jej racji w jednym: robi dokładnie to, do czego została stworzona. Bezbłędnie zdejmuje z barków początkujących graczy ciężar skomplikowanych zasad, zastępując to czystą frajdą z budowania być może pierwszej w życiu kosmicznej, karcianej floty.

Oczywiście, nasza dzisiejsza rozmówczyni ma też swoje słabsze strony. Losowość na rynku potrafi być kapryśna. Mamy tu też mniejsze zróżnicowanie statków niż w klasycznym Star Realms. Ta powtarzalność może sprawić, że szczególnie starsi, bardziej doświadczeni gracze szybciej się znużą uproszczoną mechaniką. Jednak to nie dla deckbuildingowych wyjadaczy została stworzona Akademia.

Star Realms Akademia

Star Realms: Akademia jako tytuł wprowadzający najmłodszych – a także tych odrobinę starszych, którzy dotąd omijali karcianki szerokim łukiem – w świat gier z mechaniką budowania talii, sprawdza się rewelacyjnie. Brak tekstu na kartach i zastąpienie papierowych liczników fizycznymi, grubymi żetonami to strzał w dziesiątkę. A jak chcemy zwiększyć kompaktowość i zabrać ze sobą Akademię w podróż, można spróbować żetony życia zastąpić aplikacją znaną z klasycznej wersji i zrezygnować z planszy rynku. Dla dziecka ekran aplikacji może będzie mniej obrazował jego stan posiadania, jeśli chodzi o punkty życia, ale coś za coś.

Jeśli szukacie czegoś szybkiego do zagrania z dzieckiem i z bezpośrednią (ale wciąż bardzo subtelnie podaną) interakcją, czegoś w sam raz na rodzinny planszówkowy stół, Akademia z pewnością zasługuje na zaproszenie. Uważajcie tylko, by te słodkie statki bojowe, które pojawiają się na kartach, nie obróciły w pył waszej bazy, zanim zdążycie zaparzyć wspomnianą wcześniej herbatę czy kawę.

Star Realms Akademia

Zalety i wady gry Star Realms: Akademia:

(+) doskonała opcja na wprowadzenie młodszych graczy w mechanikę budowania talii, ale też w świat Star Realms i podobnych gier
(+) szybka dwuosobowa rozgrywka
(+) uproszczone zasady i elementy gry względem pierwowzoru, pozwalające zagrać planszówkowiczom nawet młodszym niż „pudełkowe” 7 lat
(+/-) brak klasycznej frakcji „złomującej” karty (czyżby była szansa na rozwój Akademii i dodatek?)
(+/-) mógłby być też tryb solo 🙂
(-) pudełko jest zdecydowanie przerostem formy nad treścią
(-) brak choć kilku zapasowych znaczników życia (dzieci mogą łatwo je pogubić)

Jeśli warcaby można uznać za pełnoprawną grę planszową, to właśnie one były pierwszą „grą bez prądu”, którą poznałem, polubiłem i do dziś nie odmówię partyjki. W dzieciństwie zagrywałem się także w planszówki i karcianki, które były dodawane do „Kaczora Donalda”. Do dziś mam klika w swojej kolekcji. Jako statystyczny polak uwielbiam rosół, schabowe i gry z mechaniką deckbuildingu. Zawodowo copywriter, ale w zupełnie innej branży, a prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Bez końca mogę oglądać sport w TV, a szczególnie piłkę nożną, siatkówkę, MMA i snookera.

Zobacz również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *